#zostańwdomuizbankrutuj czyli tarcza antykryzysowa w Polsce

#zostańwdomuizbankrutuj czyli tarcza antykryzysowa w Polsce.

Znany jest już ostateczny kształt tzw. „tarczy antykryzysowej” w Polsce.
O ile niektóre z wprowadzonych rozwiązań należy ocenić pozytywnie, to niestety apele przedsiębiorców oraz poprawki do projektu ustawy zaproponowane przez Senat nie zostały uwzględnione.Wprowadzone procedury są nadmiernie sformalizowane (przez co pomoc nadejdzie z opóźnieniem), wartość zaproponowanego wsparcia jest niewystarczająca, a w pełni skorzystać z niej będą mogły jedynie najmniejsze firmy.
Aby poradzić sobie z kryzysem przedsiębiorcy będą musieli wykazać się inicjatywą (wszelka pomoc przewidziana przez „tarczę antykryzysową” jest pomocą udzielaną na wniosek i po spełnieniu mniej albo bardziej skomplikowanych formalności), a także wykorzystać wszelkie przysługujące im środki prawne, nie tylko te wynikające z przepisów „tarczy antykryzysowej”.

Bez wsparcia ze strony państwa pozostali również kredytobiorcy.

W mediach pojawiła się  informacja o tym, że kredytobiorcami zaopiekują się banki poprzez program „wakacji kredytowych” w związku z epidemią SARS-CoV-2.  Z naszej analizy przedstawionych przez banki warunków „wakacji kredytowych” wynika jednak, że propozycje „pomocowe” są po prostu udzielanymi na zasadach rynkowych ofertami odroczenia płatności, bez żadnych (albo bez znaczących) ustępstw w stosunku do kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. W zamian za odroczenie płatności części albo całości rat kredytobiorcy poniosą sumarycznie większe koszty swoich kredytów, a ostatecznie na całej procedurze zarobią banki.

(więcej na temat porównania ofert tzw „wakacji kredytowych” ->> tutaj)

I o ile, nie mając innego wyboru, kredytobiorca powinien skorzystać z „wakacji kredytowych” zaproponowanych mu przez bank po to, aby przynajmniej na pewien czas ratować swoje finanse i uchronić się przed bankructwem, to jednak nie można zapominać o rozłożonym w czasie koszcie odroczenia takiej płatności.

Program „wakacji kredytowych” nie jest więc w istocie „pakietem pomocowym” ani też wyrazem solidarności w dobie kryzysu i epidemii, a tylko intratną dla banków (mimo, że oczywiście dobrowolną dla kredytobiorców i pożyczkobiorców) ofertą pomnażającą zyski banków w dłuższej perspektywie czasowej.

Aby przekonać się o prawdziwości powyższych twierdzeń, wystarczy przeanalizować zaproponowaną przez ING Bank Śląski ofertę warunków zawieszenia całej raty kredytu na okres 6 miesięcy.
Z oficjalnych informacji udzielanych przez bank wynika, że opcja zawieszenia spłaty całej raty na 6 miesięcy wiąże się z wydłużeniem okresu kredytowania o 14 miesięcy – bank wyjaśnia, że takie wydłużenie okresu kredytowania ma zagwarantować „aby wysokość raty po okresie zawieszenia nie uległa istotnej zmianie”.

Bank udostępnił również przykładową symulację spłaty raty kredytu dla kredytu w PLN (bez powiązania z walutą obcą) o wartości 250.000 zł na 25 lat – zawieszenie spłaty na 6 miesięcy w tym wariancie oznacza wzrost kosztu kredytu o 9 905,61 zł.

https://www.ing.pl/_fileserver/item/gnie8zr

(więcej na ten temat tutaj: To być może będą najdroższe wakacje w Państwa życiu)

Banki wydają się nie uwzględniać faktu, że obecna sytuacja w Polsce (epidemia i kryzys gospodarczy) spełnia definicję tzw. nadzwyczajnej zmiany stosunków. Wystąpienie tej przesłanki (a także wykazanie innych przesłanek wynikających z art. 3571 kodeksu cywilnego) mogłoby zaś doprowadzić do tego, że w ewentualnym procesie sądowym z powództwa osoby poszkodowanej w wyniku kryzysu, sąd mógłby zmodyfikować umowę na przykład w zakresie sposobu wykonania zobowiązania (w tym również odroczyć płatności, oznaczyć według swojego uznania wysokość świadczenia czy też rozłożyć świadczenia na raty). Być może po raz kolejny jedynym ratunkiem dla poszkodowanych przez kryzys będzie skierowanie ich spraw do przeładowanych, niedofinansowanych i niewydolnych sądów.

W szczególnie trudnej sytuacji znajdują się ci, spośród kredytobiorców, którzy zawarli z bankami umowy kredytów i pożyczek powiązanych z walutą obcą. Osoby te nie tylko odczuwają skutki kryzysu gospodarczego, który znacząco zmniejszył, a często wręcz całkowicie pozbawił ich dochodu, ale dodatkowo z przerażeniem obserwują zbliżające się do rekordowych wartości kursy walut obcych, windujące wartości kapitału ich kredytów i rat w przeliczeniu do PLN, do niemożliwych do  zaakceptowania wartości (które nawet bez wystąpienia kryzysu mogłyby zrujnować domowe budżety).

Tymczasem nietrudno dostrzec, analizując aktualne orzecznictwo sądów w Polsce dotyczące kredytów powiązanych z walutą obcą, a także orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, że większość z tych umów uznawana jest przez sądy za nieważne przynajmniej w stosunku do kredytobiorców-konsumentów.

Już od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia orzecznictwo Sądu Najwyższego wskazywało na nieważność umów, w których jedna ze stron przyznawała sobie umowne prawo do jednostronnego ustalenia wartości zobowiązań drugiej strony (a dokładnie tak jest w przypadku kredytów powiązanych z walutą obcą). W chwili redagowania umów powiązanych z walutą obcą banki miały szansę zapoznać się z orzecznictwem Sądu Najwyższego w tym zakresie, po to aby w uświadomić sobie niezgodność z prawem wielu z zastosowanych w umowach rozwiązań oraz konsekwencje takiego stanu rzeczy. 

Ponadto w wielu przypadkach dochodziło do nieodpowiedniego informowania przez banki o ryzyku walutowym. Banki na ogół nie informowały kredytobiorców o skali potencjalnego ryzyka, jakie związane było z zawarciem umowy kredytu powiązanego z CHF. Z wielu zapadających w Polsce oraz wydawanych przez TSUE orzeczeń wynika, że banki powinny były unaocznić kredytobiorcom jakie rzeczywiście mogą być skutki zawarcia umowy objętej ryzykiem walutowym dla wysokości raty i kapitału kredytu. Tego również banki w wielu znanych nam sprawach nie czyniły w sposób prawidłowy.
Banki miały pełną świadomość niestabilności pary walutowej CHF/PLN. W czasie, kiedy wprowadzano do obrotu kredyty powiązane z CHF było jasne, że waluta polska od 1990 roku osłabiła się do franka szwajcarskiego o ponad  400 %. Mimo wiedzy o  historii  kursów CHF/PLN  banki z reguły w zakresie realizacji obowiązku informacyjnego ograniczyły się do wymogów wynikających z Rekomendacji S, która w żadnym stopniu nie oddała skali nieograniczonego ryzyka walutowego.

Warto również podkreślić, że banki dopuszczały się takich praktyk ponieważ ówczesny system ochrony konsumentów nie zapewniał właściwego egzekwowania praw kredytobiorców oraz zbyt późno lub w nieodpowiednim stopniu przeciwdziałał zagrożeniom, wynikającym z charakteru tych kredytów oraz z nieuczciwych praktyk banków.

Podsumowując:

Władza, która nie uchroniła kredytobiorców przed zagrożeniami wynikającymi z zaciągania kredytów powiązanych z walutami obcymi, obecnie również,  mimo rozpoczynającego się właśnie kryzysu gospodarczego, nie oferuje im żadnej wymiernej pomocy. Banki zaś, mimo opisanych wyżej uchybień i z pewnością uświadomionej już nieważności  wielu z tych umów, „pomagają” kredytobiorcom płacącym wysokie raty oferując im kosztowne„wakacje kredytowe.” 
Założenia „tarczy antykryzysowej” nie odpowiadają potrzebom przedsiębiorców i nie pozwolą przeciwdziałać kryzysowi. Polskie sądy będą zaś musiały poradzić sobie ze spodziewaną falą pozwów i wniosków o ogłoszenie upadłości.