Kredyt „Alicja” – precedensowa wygrana kredytobiorcy w sporze z Powszechną Kasą Oszczędności BP S.A.

Po czterech latach trudnego procesu w sierpniu 2020 roku Sąd Okręgowy w Szczecinie w zasadniczej części uwzględnił powództwo konsumentów przeciwko Powszechnej Kasie Oszczędności Bank Polski S.A. ustalając, że zobowiązanie kredytobiorców wobec tego banku wygasło. W konsekwencji wartość naliczonego przez bank zobowiązania kredytobiorców zmniejszyła się z kwoty ponad 220.000 zł do 0 zł.

Sprawa sądowa dotyczyła słynnego kredytu „Alicja” – kredytu na cele mieszkaniowe z odroczoną spłatą części należności.

Wyrok Sądu Okręgowego w Szczecinie jest korzystny dla kredytobiorcy, ponieważ rozwiązuje wszystkie jego problemy związane z kontynuowaniem spłaty kredytu. Ma szanse stać się również precedensowy w sporach dotyczących kredytów „Alicja”, zwłaszcza jeżeli również Sąd Apelacyjny w Szczecinie uwzględni żądania kredytobiorców wskazane w pozwie. Sprawy kredytów z odroczoną spłatą części należności traktowane są w powszechnym odbiorze jako trudne albo wręcz niemożliwe do wygrania w procesach sądowych, tymczasem w Polsce wciąż istnieje liczna grupa kredytobiorców będących stronami tego rodzaju kredytów, dla których informacje o tym wyroku mogą stać się inspirujące.

 Oferta kredytu na cele mieszkaniowe z odroczoną spłatą części należności („Alicja”) została wprowadzona przez Powszechną Kasę Oszczędności BP S.A. jeszcze w 1995 roku, na długo zanim w Polsce rozpoczęła się masowa sprzedaż kredytów powiązanych z walutą obcą.

W broszurach reklamowych banku kredyt ten przedstawiany był jako atrakcyjny sposób na sfinansowanie zakupu nieruchomości. Według broszur informacyjnych banku miał to być produkt: 

rozsądny, elastyczny, tani, wygodny, stabilny, obiektywny i dostępny.

Czym według banku kredyt „Alicja” różnił się od  „zwykłych” kredytów? Atrakcyjność kredytu według banku polegać miała na tym, że bez względu na poziom inflacji kredytobiorcy płacili niewielkie raty. Było to jednak możliwe z tego powodu, że rata wyliczana była na poziomie minimalnym, z reguły obejmującym tylko część należnych za dany miesiąc odsetek.

Klienci otrzymywali comiesięczne zawiadomienia z aktualnym stanem zadłużenia oraz informacje o sposobie rozliczenia wnoszonych wpłat. Bank wyliczał należną minimalną ratę spłaty i taką kwotę w każdym zawiadomieniu z reguły (w każdym znanym pełnomocnikowi przypadku, a także w przypadku omówionym przez Sąd Okręgowy w Szczecinie) wytłuszczonym drukiem tytułował „Razem do zapłaty” .

Kredytobiorcy wpłacali kwoty wskazane w pismach pochodzących z banku, które jednak nie pokrywały należnych odsetek, nie mówiąc już o spłacie kapitału kredytu.

W sprawach znanych pełnomocnikowi, w tym również w sprawie rozstrzygniętej przez sąd w Szczecinie, nie informowano kredytobiorców w sposób jasny, że tak wyliczona rata nie dawała gwarancji spłaty zobowiązania.

Z tego powodu, że rata była wyznaczona na poziomie minimalnym i nie obejmowała nawet należnych za dany miesiąc odsetek bank nie był w stanie wskazać terminu spłaty kredytu. Umowa kredytu „Alicja” nie zawierała więc informacji o czasie trwania spłaty kredytu.

Równocześnie jednak w broszurach informacyjnych banku zawarte były informacje, które mogły wprowadzać w błąd co do czasu spłaty kredytu.

Mechanizm ustalania oprocentowania był do tego stopnia niejasny i zawiły, że nie pozwalał w ogóle na zrozumienie sposobu wyliczania oprocentowania. Opierał się również o nieostre przesłanki, które podlegały swobodnemu uznaniu banku.

Taki model kredytu, sprzedawanego jako atrakcyjny dla kredytobiorcy, w istocie czynił nierealną perspektywę jego spłaty nawet pomimo wielu lat kredytowania.

Nie wchodząc tutaj w zawiłe do granic absurdu mechanizmy wyliczania należności banku, aby zobrazować czytelnikom stopień skomplikowania i niejasności umowy wystarczy podać, że na przykład zgodnie z treścią niektórych umów tego rodzaju, rata miesięczna uzależniona była od tzw. normatywu. W jaki sposób bank wyjaśniał kredytobiorcom czym jest normatyw?

Normatyw według definicji umownej opisanej w uzasadnieniu wyroku Sądu w Szczecinie oznacza normatyw spłaty zobowiązań za 1m2 powierzchni użytkowej lokalu, co stanowi iloraz przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w województwie szczecińskim za I lub II półrocze, bez wypłat z zysku i nadwyżki bilansowej w spółdzielniach oraz nagród z zakładowego funduszu nagród, z uwzględnieniem sfery budżetowej bez przedsiębiorstwa państwowego „Polskie Koleje Państwowe” oraz bez przedsiębiorstwa użyteczności publicznej Poczta Polska i Telekomunikacja Polska – Spółka Akcyjna, jednak nie wyższego niż 110% takiego wynagrodzenia w kraju oraz liczby, ustalonej przez Ministra Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa w porozumieniu z Ministerstwem Finansów, ogłaszany raz na pół roku przez Ministra Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa w drodze obwieszczenia w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski”. W przypadku zaprzestania publikowania normatywu spłaty bank będzie samodzielnie określał tę wielkość na podstawie danych GUS.

Odpowiedź na pytanie o to, czy opisana wyżej definicja jest jasna i zrozumiała dla konsumenta pozostawiamy czytelnikom.

Dokonywane przez kredytobiorcę wpłaty na poczet spłaty zadłużenia przeznaczane były w pierwszej kolejności na spłatę odsetek, a dopiero następnie na spłatę kredytu. Jeżeli wysokość spłacanych przez Kredytobiorcę rat była niższa od należnych odsetek (a wskazywane do zapłaty przez bank raty praktycznie zawsze były niższe) niespłacone odsetki były dopisywane do zadłużenia Kredytobiorcy (kapitalizowane) na koniec każdego miesiąca kalendarzowego i oprocentowywane według stopy procentowej wskazanej w umowie.

Oznaczało to, że kredytobiorcy, którzy spłacali raty kredytowe zgodnie z harmonogramem, nie tylko nie doprowadzali do zmniejszenia zadłużenia, ale z uwagi na zbyt niską ratę spłaty powiększali w każdym kolejnym miesiącu wartość zadłużenia, które po latach „spłaty” potrafiło urosnąć do wręcz nieprawdopodobnych wartości.

Spłata zgodnie z wyznaczoną przez bank wysokością rat, nawet dokonywana regularnie, nigdy nie pozwoliłaby na spłatę kredytu. W ten sposób stworzono kredyt, sprzedawany w opakowaniu kredytu atrakcyjnego i bezpiecznego, który przy założeniu braku nadpłat na rzecz kapitału kredytu byłby niemożliwy do spłacenia, a zadłużenie rosłoby z każdym kolejnym miesiącem, bez ograniczeń.

W rezultacie zawarcia takiej umowy kredytobiorcy, w sprawie której dotyczył proces sądowy, dla kredytu wypłaconego w kwocie poniżej 100.000 zł, na dzień zbliżony do dnia złożenia pozwu, po 20 latach spłaty i spłacie na rzecz banku łącznie znacznie ponad 200.000 zł, do zapłaty w dalszym ciągu mieli:
– kapitał kredytu w wysokości dokładnie takiej jak otrzymali 20 lat wcześniej (około 100.000 zł);
– odsetki skapitalizowane w łącznej kwocie ponad 120.000 zł
.

Łącznie więc kredyt ten miał kosztować kredytobiorców znacznie ponad 400.000 zł – ponad 4 razy więcej niż wynosiła wartość wypłaconego kredytu, przy czym, o ile kredytobiorcy nie zdecydowaliby się na jednorazową spłatę najpierw odsetek skapitalizowanych a następnie kapitału kredytu, wartość długu w dalszym ciągu bez ograniczeń zwiększałaby się, a kapitał nie byłby spłacany.

 Pozwany bank w trakcie całego procesu sądowego nie widział i w dalszym ciągu zdaje się nie widzieć niczego niepokojącego/nieuczciwego w sposobie naliczenia „długów” kredytobiorców. Bank nie zgodził się więc na umorzenie kwoty kredytu i wniósł o oddalenie pozwu w całości. Zdaniem banku kredyt był i jest w dalszym ciągu atrakcyjny i można go spłacić jeśli tylko dysponuje się określoną kwotą. Bank zaproponował zresztą kredytobiorcom udzielenie kredytu na spłatę tego kredytu, tym razem opartego jednak o WIBOR, na tej zasadzie, że za pomocą nowego kredytu spłacona zostanie cała kwota należności banku wynikająca z kredytu „Alicja”. Kredytobiorcy nie zgodzili się jednak na taką ugodę.

Dopiero wobec treści wyroku Sądu Okręgowego w Szczecinie cały „dług” kredytobiorców został „umorzony” (Sąd ustalił nieistnienie długu wobec banku). Pełnomocnik kredytobiorcy nie zgadza się co prawda z zapadłym wyrokiem, ponieważ z różnych względów oparty on jest o bezpodstawne i korzystne dla banku założenia, a Sąd nie uwzględnił żądania ustalenia nieważności umowy kredytu. Nie zmienia to jednak faktu, że Sąd Okręgowy w Szczecinie dostrzegł nieuczciwość umowy kredytu.

Sprawę w imieniu jednego z kredytobiorców prowadzą pełnomocnik z urzędu radca prawny Radosław Górski oraz adwokat Łukasz Felisiak. Wyrok nie jest prawomocny, kredytobiorca złoży apelację od wyroku.

W sprawie istotny wkład wniósł Rzecznik Finansowy. Jego stanowisko w dużej części zostało uwzględnione przez Sąd Okręgowy.

I na koniec w kilku słowach podsuwania całej tej bulwersującej sprawy wypada zauważyć, że już tylko porównanie kwoty kapitału wypłaconego kredytu z łączną wartością naliczonego przez bank „długu” i sumą wpłat kredytobiorcy świadczy o rażącej wręcz nieuczciwości tego produktu, nieporównywalnej z innymi (nota bene również sprzecznymi z prawem ale w wymiarze ekonomicznym mniej krzywdzącymi) produktami bankowymi takimi jak kredyty powiązane z walutami obcymi. Kredytobiorcy którzy zawarli umowy powiązane z z walutami obcymi mogą więc pocieszyć się tym, że nie trafili w swoim życiu na atrakcyjną ofertę kredytu, który – co podkreśla bank w swoich broszurach informacyjnych na temat kredytu – otrzymał nagrodę „ALICJA 95”, przyznaną mu przez miesięcznik „Twój Styl”. Mogło być dużo gorzej.

Materiały graficzne pochodzą z broszury informacyjnej pozwanego banku dotyczącej kredytu „Alicja”.